piątek, 18 grudnia 2009

Mamy ją...

Mamy ją! Nadeszła! Pełną parą nie wycierając obuwia wdarła się w nasze życie. Zima. Zimna, prawdziwa, taka ze śniegiem. Wystarczyło zaledwie kilka dni, aby śnieg pokrył wszystko, wystarczyło zaledwie kilka godzin, aby zima tradycyjnie i po raz kolejny zaskoczyła drogowców. Mnie nie zaskoczyła. Czekałem na nią z wyszczerzonymi zębami, z aparatem przygotowanym do naciśnięcia spustu. Doczekałem się...

Taka jaka powinna być, bez chlapy, bez deszczu. Mroźna. Dobrze, że uległem sugestii i zdecydowałem się na zakup czapy i szalika. Jeszcze rękawiczki muszę kupić jakieś bardziej wydajne, bo te które mam w ogóle nie chronią przed zimnem(nie, nie mam w nich dziur:P)

Pytam co z tego? I co z tego, że powinienem się dziś uczyć od samego rana? Co z tego, skoro za oknem czekają detale, landszafty, niebieskie niebo. Nauka nie jest w życiu najważniejsza. Najwyżej zarwę noc... tudzież "zarwę" kolokwium...

W zeszłym roku chwaliłem siebie, za to że przekonałem się w końcu do zimowych butów. W tym roku pochwalę siebie znowu. Bo gdyby nie solidne ciżmy, to zdjęć by dziś nie było...

Prawdę mówiąc wychodząc z domu bardziej nastawiałem się na focenie ptaszorów. Które zimą, mimo że jest ich mniej po prostu łatwiej zauważyć. Skończyło się na bieganiu z Heliosem(oczywiście jak miałem podpiętego Heliosa, to ptaszory nagle się pojawiały:P) po bażinach

Praktycznie wszystko co miało zagrać, dziś zagrało, rzadko zdarzają się takie dni. Zwłaszcza mojej skromnej osobie.
Sezon zimowego focenia uważam za otwarty. Będzie więcej. Pozdrawiam