Coś czego jeszcze u mnie nie było. Coś co jeszcze nie tak dawno nie wzbudziło by u mnie żadnego entuzjazmu i zainteresowania. Samochody. Wyścig o puchar miasta. Podejście się zmieniło jak pierwszy raz samodzielnie usiadłem za kierownicą czterech kółek. Lubie samochody, chociaż nie mam o nich zielonego pojęcia, a większe skrzyżowanie przyprawia mnie o zawrót głowy. Jeszcze...

Szkoda, że wszystko odbywało się na asfalcie, nie było błota, polnych dróg... zapach palonej gumy rekompensował mi tę stratę.

Jak dobrze zrozumiałem zasady, to były przygotowane dwa odcinki. Każdy zawodnik zaliczał na każdym odcinku po dwa starty. Przekrój samochodów? Od maluszków po SUV'a. Mali dawali rade:)

Kierowcy wyciskali ze swoich aut więcej niż fabryka dała. Niektóre zapewne bardzo boleśnie doświadczyły startu w tym wyścigu...

Uczestnicy wyścigów mieli zdrowe podejście. Liczyła się zabawa. Powyższy kierowca BMW ku uciesze gawiedzi, urządził sobie w czasie przejazdu mały pokaz driftingu, a w punkcie gdzie zebrało się najwięcej ludzi wykręcił kilka "bączków". Stracił mnóstwo czasu, ale został pozytywnie zapamiętany...

Duży fiacik natomiast, w czasie gdy oglądałem wyścigi, okazał się największym "Agresorem" jeżeli chodzi o pokonywanie zakrętów... efektownie? Na pewno! Efektywnie? Tego już nie wiem...

Nie żałuje ani sekundy spędzonej na imprezie, jeżeli jeszcze raz coś takiego się wydarzy, będę tam z pewnością!! Z debiutu w tego rodzaju fotografii jestem nawet zadowolony. Dzień na plus, gdyby nie "paści" jakie zagrałem na amatorce w kosza...